2011/09/11

Dzisiejsza niedziela jest bardzo spokojna, bo po prostu Mike jest zmęczony. Pracował większość nocy, wiec dzisiaj jest na niższych obrotach. Oczywiście trochę sie zadziało
- wybraliśmy wannę do naszej łazienki i teraz pozostała jeszcze szafka z umywalkami, szkło do prysznica i lustra, czyli sporo
- obejrzeliśmy płytki do łazienki i chyba wybraliśmy inne niż myśleliśmy, a raczej inne niż ja myślałam,
- Mike umył samochód, bo to już było dla nie za długo bez wyczyszczenia go.... taaaa....samochód....
- Cole jest chory, bo podsikuje różne miejsca... pradopodobnie ma zapalenie dróg moczowych, więc pewnie jutro lub pojutrze pójdę z nim do weterynarza... po antybiotyki

Ostatnio mamy piękne lato, choć właściwie to powinna być już jesień. To nie jest normalne, że mamy tak wysoką temperaturę we wrześniu - ponad 80F, czyli około 30C. Ciekawe jak długo jeszcze utrzyma się taka piękna pogoda? Oby ja najdłużej.

Wieczór, więc trzeba się szykować na kolejny tydzień. W telewizorze wspominki o 9/11, jak co roku.
Chciałabym w dalszym ciągu pisać, ale może trochę inaczej. Może bardziej osobiście o tym co u mnie i nas. A do tego może trochę komentarzy. Zobaczymy...

2011/02/15

Pisanie bloga i niebezpieczeństwa z tym związane...

Dawno nie pisałam na tym blogu. Właściwie jedyny uzupełniany w miarę na bieżąco to ten o książkach. Pisanie zajmuje czas i umysł.... ale też wiem, że chciałabym pisać więcej. Wiem, też że nigdy wszystkiego się nie ma w życiu. Tutaj krótka porada: jeśli widzisz kogoś podpadającego pod to określenie, to natychmiast rzyjrzyj mu się dokładniej i nawet z głupia frant zapytaj o jej czy jego marzenia, bo.... on czy ona czy oni też nie mają wszystkiego czego pragną.

Ale nie o pragnieniach chciałam.... Właśnie siedzę dzisiaj w domu, bo ejstem horendalnie przeziębiona i mam kaszel taki, że mam poczucie iż zaraz wypluje płuca. No więc, jestem w domu i obejrzałam nagrany na Tivo film "Julie i Julia", czyli o dziewczynie z Nowego Yroku, która tuż przed trzydziestymi urodzinami ma poczucie, że nic nie osiągnęła, szczególnie w porównaniu z koleżankami, a jej praca jest po prostu beznadziejna. Postanawia zacząć pisać blog o gotowaniu. Gdyby był to kolejny blog o gotowaniu, to nie byłoby to takie ekscytujące, ale ona postanawia przez rok (365 dni) ugotować wszystkie 524 potrawy z pierwszej książki Julia Child. Jej blog staje się fenomenem i dziewczyna doprawadziwszy do końca The Julie/Julia Project wydaje książkę o tym właśnie, a też powstaje film z Meryl Streep w roli głównej.

Acha, zaczęłam od tego, że blogowanie zajmuje czas i umysł. No właśnie, tak jest i często, gęsto nie chce się nawet usiąść do komputera, albo raczej wziąć go na kolana, żeby poklepać w klawiaturę. Jak na to nie patrzeć jest to pisanie, składanie do kupy słów, tworzenie czegoś z niczego i wymaga przynajmniej lekkiego wysiłku intelektualnego.

Jako dyplomowany adwokat diabła dodam z drugiej strony, że takie pisanie nie jest wysoko oceniane, bo krótko istnieje i czytelnicy szybko chcą następnego kawałka, a też łatwo publikuje się kolejne wpisy, ot takie tam klikniecie, ale... , wracając do pierwszej strony tego argumentu, nawet jeśli nie jest to utwór literacki oraz ma tylko trzy do pięciu akapitów, to jednak musi mieć jakiś początek i koniec, a nawet myśl przewodnią....

.... i tutaj niestety muszę napisać, że owa myśl rpzewodnia właśnie mi uciekła, więc kończę i klikam "publish post"...

P.S. Dla zainteresowanych:
- oryginalny blog The Julie/Julia Project
- kilka słów o filmie Julie & Julia

2010/11/01

Hurra, jutro wybory!

Jesli sa jakieś wybory w USA to zawsze w pierwszy wtorek listopada. Dla nas wybranie dnia roboczego jako dnia głosowania wydaje się absurdalne, ale tak tutaj jest i już (dlaczego - jeszcze się nie dowiedziałam). Dwa lata temu były to wybory prezydenckie i ludzie stali w długaśnych kolejkach po pracy by zdążyc zagłosowac przed 20:00. W tym roku są to tzw. połówkowe wybory do tutejszego parlamentu, czyli do Izby Reprezentatów i do Senatu.

W tym samym czasie, by oszczędzic na kosztach, odbywają się także referenda na temat zmian prawa zwanych inicjatywami, np.
- o podwyższeniu stanowego podatku typu VAT od napojów i słodyczy, by te pieniądze były przeznaczone na walkę z otyłością a poprzez wyższą cenę mniej dostępne;
- o wprowadzeniu stanowego podatku od dochodów, co jak możecie sobie wyobrazic nie jest popularne, bo federalny podatek dochodowy już jest i wystarczy, etc.

Jak możecie sobie wyobrazic liczba spotów w radiu i telewizji przekonująca cię do racji każdej ze stron, do każdego kandydata i opluwająca przeciwnika jest po prostu nieznośna. Już mi uszami wychodzi! Stąd tytuł tego posta. Jednak co charakterystyczne wszystkie spoty są utrzymane w bardzo grzecznym tonie. Nikt nikogo nie nazywa psychicznie chorym itp. a przecież Ameryka jest podobno znacznie agresywniejsza....?

Ciekawostką jest przesyłanie informacji o kandydatach i inicjatywach referendowych do domu razem z kartą do głosowania wszystkim rezydentom zarejestrowanym do głosowania, a taka karta rejestracyjna też jest przysyłana na adres domowy jeśli wyłapią np. w Departamencie Transportu, że zmieniłeś adres na swoim prawie jazdy.

Kolejną ciekawostką jest brak punktów wyborczych w moim hrabstwie KING, które zostały zastąpione skrzynkami do głosowania gdzie te wypełnione karty do głosowania można wrzucac lub jeśli ktoś woli to może taką kartę wysłac poczta pod wskazany adres (nieodpłatnie!) już miesiąc przed terminem! W ten sposób tną koszty, ale wyobraźcie to sobie w Polsce z Pocztą Polska... szkoda wysiłku na takie gdybania...

Mike oddaje dzisiaj głos na któregoś z kandydatów i na inicjatywy stanowe i federalne oraz kilka innych spraw. Musiał przeczytac całą książeczkę, a do tego on nie zdecyduje się bez wyrobienia sobie opinii, więc trochę czasu mu to zajęło... ale dziś głos odda i po ptokach, a jutro już będzie spokój w radiu i telewizji! 

2010/10/29

Kolejny udany tydzień!

Dlaczego udany? Trzy razy cwiczyłam w tym tygodniu - dwa razy kardio i raz yoga.

Jakiś czas temu chciałam spróbowac yogi i w moim fitness klubie są takie zajęcia, więc pomyślałam, że nic nie ryzykuje... ale to nie do końca prawda. Jak poczujesz się lepiej po zajęciach to chcesz wracac!

2010/06/01

Lato 2010 oficjalnie otwarte - pierwsza wycieczka za nami!

Minął weekend Dnia Pamięci, który zawsze przypada na ostatni poniedziałek maja. To święto dla uczczenia pamięci wszystkich żołnierzy i tych poległych i tych, którzy wrócili. Jest to dzień żołnierzy ze wszystkich amerykańskich wojen począwszy od wojny secesyjnej, poprzez obie wojny światowe, obydwie wojny w Azji, a skończywszy na tych obecnych - w Iraku i Afganistanie.

Pomimo informacji w telewizji, w gazetach i w Internecie, dla rodzin jest to przede wszystkim pierwszy długi weekend. To święto nie jest przypisane do daty, ale do ostatniego poniedziałku, więc łatwo jest go zaplanować, a pogoda też już w większości stanów wiosenna, jeśli nie letnia.

W Stanie Waszyngton, jak to na północnym zachodzie, ciepło dociera z opóźnieniem i w ten weekend było chłodno i mokro, ale i tak poszliśmy wschodnim szlakiem po Górze Tygrysa (east Tiger Mountain trail). Nie jest on może najbardziej malowniczy, ale na pewno przyjemny, bo im wyżej tym słabiej słychać było autostradę. Do tego ciągle jeszcze spływa woda z zimowego śniegu, więc na przestrzeni tych 3 mil pod górkę mogliśmy posłychać rwących strumieni i małych kaskadowcyh wodospadów. Po dobrych 2,5 mili po ubitej drodze, która równie dobrze mogłaby być w wielu innych częściach świata, wreszcie weszliśmy w las i od razu poczuliśmy gdzie jesteśmy, bo to jednak las deszczowy (rain forest) z porastającym wszystko mchem jest unikatowy właśnie dla tego regionu.


Udało nam się kilka zdjęć - szumiące kaskadowe wodospady, mech zwisający jak stara pajęczyna z gałęzi, wielkie stare pnie drzew oraz huba, czyli kolorowe bczniaki - i najlepsze zamieściliśmy ja zwykle na Flickr'ze.

Pomimo pogody nie byliśmy sami, bo co jakiś czas mijali nas rowerzyści mknący "z górki na pazurki" lub  zaciekle pedałując pod górę umorusani błotem spod kół.

Wypad bardzo się udał, szczególnie po tylu miesiącach przerwy w naszych wędrówkach.

2010/03/26

Nowy "stary" nabytek

To oczywiście samochód, czyli nowa zabawka.

Po dłuższym przeszukiwaniu Craigslist.com i jeżdżeniu oglądać różne "gruchowy" do remontu, w końcu znaleźliśmy naszego.
Maszyna została wyprodukowana w 1964 i jest na chodzie. Wymaga remontu nadwozia, ale pod maska jest niczego sobie. Oczywiście dużo jest do czyszczenia, ale to akurat Mike'owi pasuje. Wymiana siedzeń nie powinna być większym problemem, a dach jest w dobrym stanie.

Znaleziony został prawie godzinę jazdy na południe od nas, więc po odebraniu powrót zajął nam trochę dłużej. Nie mogliśmy jechać autostradą, więc bocznymi drogami z nadzieją, że hamulce zadziałają przyjechaliśmy do domu po prawie dwóch godzinach.

Teraz gdy nie będę mogła znaleźć Mike'a... wiem gdzie będzie - w garażu!

Więcej zdjęć na Flickr'ze

2010/02/08

Zieloni w końcu mogą się cieszyć z kryzysu!

Wysypiska śmieci odnotowały spadek w napływie śmieci aż o 30%. Dotychczas konsumenci wyrzucali rocznie 254mln ton. Mniej jest styropianu i wielkich pudeł po telewizorach oraz innych rzeczach wymienianych na coraz to nowsze, a właśnie opakowania po nowo zakupionym sprzęcie stanowią aż 1/3 śmieci. Mniejsza liczba budowanych lub remontowanych domów oznacza również mniej śmieci budowlanych. Mniej ludzi wychodzi na kolacje do restauracji, więc i te mniej wyrzucają. Mniej ludzi inwestuje w swoje ogrody, więc mniej jest śmieci ogrodowych.
W Virginii, która przyjmuje najwięcej śmieci spoza stanu, już w 2007 przewidywano spadek, choc śmieci to stabilny interes! Dlatego Zieloni z kryzysu powinni się cieszyć, bo ludzi w końcu żyją według ich zasad: Redukuj!, Wielokrotnie używaj!, Przetwarzaj!, Naprawiaj! (Reduce!, Reuse!, Recycle!, Repair! – co po angielsku brzmi lepiej).

Strona internetowa jak http://www.freecycle.org/ cieszy się rosnącym powodzeniem, ponieważ umożliwia wymianę barterową różnorakich dóbr i usług. Podobnie jest z wszelkimi punktami naprawy sprzętu - to także rosnąca branża właśnie w kryzysie.

Organizacje charytatywne cierpią mocno. Ilość odzieży wyrzucanej lub wydawanej przez osoby prywatne instytucjom dobroczynnym zajmującycm się ich odsprzedażą po symbolicznych cenach spadła tak dramatycznie, że muszą się one ogłaszać by ludzie znów coś przynosili. Przeciwnie jest w lombardach, które obecnie przeżywają najazdy ludzi chcących upłynnić dobra nawet po zaniżonych cenach. Dzięki temu w takich miejscach znaleźć można niesamowite okazje, np. skuter wdodny za 10% sklepowej wartości.

Ciekawostka ze Seattle Times 15/3/2009 „Even Trash Business is down

2010/01/28

Domy za gotówkę?!

Kryzys w nieruchościach trwa, choć są tacy, którzy kupują ... i to za gotówkę!

W Kalifornii rynek pomimo kryzysu ma taką samą strukurę, czyli im dalej od oceanu i aglomeracji, tym taniej. W okolicy gdzie kiedyś wynajmowaliśmy ceny spadły o jakieś 10% i oczywiście sam proces sprzedaży trwa znacznie dłużej. Jednak już kilkadziesiąt mil na wschód i ceny spadły dramatycznie, bo nawet o 50%. To wszystko wiadomo, ale...

Jak podało Seattle Times w grudniu zeszłego roku aż 22% transakcji w skali całego kraju zostało sfinalizowanych w całości za gotówkę! Ciekawe jest też to iż rozpiętość cenowa domów tak kupowanych wynosiła od $200 000 do $4mln.

Pojawiają się zatem ciekawe pytania: czy kupujący uciekają przed trzymaniem takiej gotówki, bo przewidują nadchodzącą inflację; czy są to ci, którzy po prostu spekulują i chcą dostać gotówkę od rządu za kupno domu, słynne $8500 lub $6,500, powynajmować przez jakiś czas by go w przyszłości z zyskiem sprzedać; czy też może są to długoterminowi inwestorzy; czy należy uważać iż rynek właśnie dotarł do dna i teraz będzie tylko lepszy? Pewnie dowiemy się tego dopiero za kilka lat... kiedy rynek znów się rozgrzeje, bo ludzie zapomną o obecnych ciężkich czasach.

A na razie znów grupa mężczyzn stała przed wjazdem do Home Depot (market z materiałami budowlanymi) i patrzyli z nadzieją na nas, że może jednak będziemy chcieli któregoś z nich zatrudnić na dzień, na kilka godzin.

A tutaj linki do dwóch artykułów z niedzielnej gazety, na których się oparłam:

2010/01/25

Polskie mrozy i ciepła pogoda w Seattle

Obecne mrozy w Polsce przerażają tutjeszych ludzi przyzwyczajonych do delikatnego, prawie śródziemnomorskiego, klimatu. W ostatni poniedziałek, czyli w połowie stycznie chodziłam w podkoszulku i cienkim swetrze z lekkimi butkami na bosych stopach! Widziałem też tego dnia ludzi, którzy ubrani byli w krótkie spodnie, podkoszuel i japonki.

Trzymajcie się ciepło!

2010/01/24

Życzenia Noworoczne - New Year wishes


Nowy Rok zaczął się już prawie miesiąc temu, a ja niestety dopiero teraz składam życenia. Pomimo spóźnienia, serdecznie życze Wam spełnienia marzeń, realizacji planów i wielu codziennych radości zarówno tych dużych, jak i małych.

New Year started almost a month ago and I am very late with customary new year wishes. Despite being late, I wish you all that your dreams come true, your plans are completed, and many small and bigger daily happy moments.

2009/11/09

Halloween, czyli odstraszanie złych mocy.


W ostatnią sobotę było Halloween, czyli przebieranki dla odstraszenia złych mocy. Czysto pogański zwyczaj, który w kraju z tyloma odłamami chrześcijaństwa trzyma się zadziwiająco mocno. I nie dziwota, bo przemysł zarabia na tym duże pieniądze. Poza tym jest już jesień i ciemno wcześnie, i coraz zimniej i trzeba się zabawić, a przebierańce to zabawa dla każdego.

W tym okresie otwierają się tymczasowe sklepy tylko z kostiumami i akcesoriami do różnych strojów. Już od połowy pażdziernika w takich sklepach trwa szał i ludzie przychodzą całymi rodzinami by wybrać stroje. Dzieciaki to przede wszystkim postacie znane z kreskówek, komiksów, filmów itp. Dorośli różnie, bo i kostium seksownej pielęgniarki, i zakonnicy, a dla panów kostium sumo, czyli dmuchany balon w którym można chodzić albo strój czarnoksiężnika czy muszkietera. Znajomy trener zdecydował się przebrać za starożytnego wojownika, więc oczywiście bez koszulki dobrze umięśniony.. niektórzy próbują za jednym zamachem dwie pieczenie upiec. Niesłabnącym powodzeniem cieszą się kostiumy maskotek sportowych, szczególnie wśród fanów danego zespołu.

Najciekawsze przebrania jakie kiedykolwiek widziałam w duże liczbie były w Hollywood. Ta dzielnica słynie z ludzi, którzy umieją i lubią się przebierać,  a liczba klubów gdzie można i należy się pokazać jest ogromna. W tę jedną noc w roku Hollywood jest tak zablokowane przez samochody, że właściwie można szybciej przejść pieszo, ale też większość samochodów stojących w tym korku przyjechała w celu oglądania tego kolorowego tłumu, więc właściwie nikomu to nie przeszkadza, a zabawa trwa do białęgo rana.

Oczywiście wielu jest takich, którzy nie uznają gotowych kostiumów i co roku tworzą swoje własne kreacje. Jest to szczególnie popularne w zespołowych przebraniach. Kilka lat temu Mike z kolegami byli np. kredkami. Zrobili rulony z wielkich kartonów w różnych kolorach, które były częścią zewnętrzną, do tego założyli buty w odpowiednim kolorze, a na głowy założyli chińskie kapelusze w tym samym kolorze i gotowe!

W pracy oczywiście także przebieraliśmy się i oto kilka zdjęć.

W sobotni wieczór w tym roku Mike założył aktywowane rychem światełka  i diaboliczny śmiech i wystraszył kilkoro dzieci, ale za odwagę i przebranie dostały słodycze.

Słodycze to oddzielny temat. Co roku znani i nieznani nawołują by słodycze zamienić na zdrowsze przekąski, ale to nie takie łatwe, bo wymaga więcej przygotowania. Te kupne są już gotowe i ciekawie na tą okazję opakowane, np. tak by przypominać oczy, uszy, palce itp. Są one sprzedawane jedynie w tym okresie i znów będę musiała czekać na kolejne "oko" za rok.

2009/10/09

Nobel dla Obamy - Obama's Noble Prize

Dzisiejsza wiadomość była zaiste zaskakująca. Z tego co zauważyłam nikt w ogóle nie wiedział o nominacji Obamy, a więc przyznanie mu Pokojowej Nagrody Nobla było tym bardziej zaskoczeniem!
Today's news was really surprising. As far as I know most people did not know about Obama's nomination so his winning Peace Noble Prize is even bigger surprise!

Ciekawostką, nie podawaną w większości notatek agencyjnych, jest termin składania nominacji, które muszą wpłynąć do końca lutego (sic!)... czyli od inauguracji 21 stycznia Obama był na urzędzie nie wiecej niż 6 tyogdni, a wcześniej był jedynie młodym, prężnym senatorem ze Stanu Illinois. Stąd pytanie za co ta nagroda?!
The interesting piece of information, omitted by most agencies, is the deadline for submitting nominations - by the end of February... so since his January 21st  inauguration Obama was the President no longer than 6 weeks and before that he was young, energetic senator from Illinois... so what is this award for?!

Niewątpliwie Obama dokonał zmiany w postrzeganiu Ameryki jako mocarstwa agresywnego, bez poszanowania dla innych krajów i kultur. Jednak to nastąpiło dopiero po jakimś czasie jego urzędowania, a nie w styczniu czy lutym kiedy jego nominacja została przesłana do Oslo.
No doubt Obama's work to change the perception of the US as a big nation with aggressive approach and lack of respect for other countries and cultures brought results, though one has to remember it is a recent change and not from Janaury or February, but after a few months of his presidency.

Jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi... o poparcie, które spada i w dniu dzisiajszego jedynie 49% ludzi bardzo lub trochę popiera a 50% nie jest zadowolonych z jego rządów (z Daily Presidential Tracking Poll). George W. Bush miał lepsze notowania po 9 miesiącach rządów pierwszej kadencji! W pewnym sensie Amerykanie budzą się, bo ciągłe piękne mowy nie pomagają wyjść z kryzysu gospodarce a ludziom zapłacić zaległych rachunków.
As usually when you do not know what it is all about... it is about approvals that are falling and at the moment only 49% of American somewhat approves his presidency and 50% do not approve (after Daily Presidential Tracking Poll). George W. Bush had better approval ratings after 9 months of his first presidency. I would call it America's awakening as great speeches do not help improve economy and pay overdue bills for electricity.

Dlatego właśnie dzisiejsza wiadomość o Pokojowej Nagrodzie Nobla doa Obamy jest tak wielką niespodzianką.
That's why the today news of Obama's Noble Peace Prize is such a big surprise.

2009/09/07

Saturday - Labor Day Weekend

It was a busy day. We started early went to Lowe's to buy freezer as 1/3 cow is coming! Then got back home to cleaning and organizing the house for the next day as we expected a few friends for BBQ.

Mike took care of the floor in laundry room as we had freezer to be delivered on Sunday so he had 2 or 3 trips to Home Depot... I guess we will be known there by first name soon! In the meantime I was sweeping floor, unpacking more boxes, stacking the rest of unpacked boxes etc.

Then we had enough of that and went to Bubmershoot to meet Mike's friend from Toyota and to spend time listening to good music. We had a chance to see Old 97s and Sheryl Crow who was gave a great performance!

Since Bumbershoot is such a big event, the parking is extremely expensive so we decided to ride a bus to Seattle. Well, to Seattle it was a breeze as it took as no more than 30-40 minutes including switching the bus. Unfortunately it was not such a breeze on the way back... as we wanted to stay till the end of the second concert, ca. 10:45 so by the time we got out, found the bus stop, waited 20 minutes for it then switch for another bus and finally got to our car parked at park&ride... it was midnight....

We were happy but tired though I must admit that I would not even think about going for a concert in LA without a car!

Sobota - Weekend Święta Pracy, czyli Labor Day Weekend

Dzisiaj, czyli w pierwszy poniedziałek wrzesnia obchodzimy Swięto Pracy, a więc co roku jest to ostatni długi weekend lata. Takie ustawienie swięta jest bardzo praktyczne, bo zawsze daje dodatkowy wolny dzień i łatwo zaplanować wyjazd za miasto.
Co roku od 39 lat (od 1971 roku!) także w ten weekend odbywa się Bubmershoot - Seattle Music & Art Festival, które w Seattle jest ważnym wydarzeniem kulturalnym i co roku tysiące ludzi ciągnie całymi rodzinami, by spędzić czas na powietrzu ze znajomymi, posłuchać muzyki, poogladać mimów, przejrzeć plakaty i obrazy do kupienia, dowiedzieć się co nowego w organizacjach non-profit działających dla polepszenia swiata.
Tak jak i w zeszłym roku, tak i w tym wybralismy się tylko na jeden dzień, ale warto było. Poszwedalismy sie, pojedlismy cos z kuchni etnicznych, uciekalismy przed deszczem, żeby kilkanascie minut później siedzieć w ciepłym słońcu. W sobotni wieczór mielismy okazję obejrzeć dwa bardzo dobre koncerty: Old 97s i Sheryl Crow, której brzmienie na żywo było równie dobre jak na jej płytach.

Festiwal trwa cały 3 dni. W namiotach wystawowych organizacje non-profit reklamuja swoją dzialalnosć i przyciągają wolontariuszy, atysci wystawiają swoje prace na sprzedaż, a na kilku zbudowanych na ten czas scenach odbywają się koncerty i występy od godzin przedpołudniowych do późnego wieczora. Są wsród zaproszonych wykonawców tak znani jak Sheryl Crow czy Old 97's po znacznie mniej znanych. Jest to czas kiedy rap przeplata się z metalem i z popem na relatywnie niewielkiej przestrzeni w pobliżu centrum miasta.

Centrum Seattle, czyli Seattle Center to teren przeznaczony przez miasto własnie do celów rozrywkowych, który miesci się pomiędzy:
Może kiedys i w Polsce któres miasto pokusi się o taki festiwal...

2009/08/26

Nowy dom - New house

Z wielką radością zawiadamiam Szanowne Towarzystwo, iż nabyliśmy w drodze kupna dom. Rynek nieruchomości stoi kiepsko a oprocentawanie jest najniższe od prawie 20 lat, a więc to najlepszy czas dla kupujących właśnie i wykonaliśmy ten szalony skok. Zdecydowaliśmy się pozostać w Bellevue, WA, bo jest to dynamicznie rozwijające się miasto, a właściwie część aglomeracji Seattle, WA, a jednocześnie miejsce dogodne komunikacyjnie i do Seattle, i do centrum Bellevue (gdzie pracuje Mike), i do Issaquah (gdzie pracuje ja).
Dear Friends - we bought a house! With the real estate market down as well as interest rates, it is the best time for buyers.. With the money saved over the years we were able to make this bold move. We decided to stay in Bellevue, WA as it is dynamically developing city or more precisely a part of Seattle metropolis and at the same time a convenient place in terms of public transportation - great connection with Seattle, downtown of Bellevue (where Mike works) and with Issaquah (where I work).

Dom nie jest zbyt duży jak na tutejsze standardy, bo ma tylko 157m2 (1670 stóp kw.), ale dla nas jest to powierzchnia wystarczająca. Określając wielkość domu, Amerykanie pytają o liczbę łazienek, a w następnej kolejności sypialni. Dlaczego łazienek? Bo są drogie, a więc stanowią miarę zamożności. U nas są tylko dwie - pełna, czyli z wanną (umywalką i sedesem) i 3/4, czyli z prysznicem (umywalką i sedesem). Fakt tak dokładnego ich określania w ofertach świadczy także, jak ważne są dla standardu domu. Co do sypialni, to są 3, choć opis w księdze wieczystej zapisano 4, ale ta czwarta jest na tyle mała, że będzie to raczej gabinet, choć posiada szafę. Właśnie szafa, a raczej wnęka zabudowana na szafę stanowi o możliwości określenia pokoju jako sypialni, a więc każdy pokój z szafą może być sypialnią. Do tego jest jeszcze salon, jadalnia i kuchnia, które są obok siebie i na tyle otwarte, że stanowią jedną przestrzeń, choć częściowo podzieloną podwójnym kominkiem.
The house is not big for the Northwest standard as it is only 1700 sq.f. (157m2) though it is enough for us. We have 1.75 bathrooms (one full with tab, sink and toilet and one 3/4 with shower, sink and toilet) and 4 bedrooms, though the 4th one is so small that it can only be an office despite the closed complying with the code. Also there is a large living room, a dining room and a kitchen – all are one big space divided only partly with double fireplace wall.

Do tego jest jeszcze garaż na dwa samochody, choć zgodnie z tutejszymi regułami nie jest on wliczany w metraż domu nawet jeśli stanowi jego część. Na razie mieści tylko jeden samochód, bo reszta to nierozpakowane i niepoukładana jeszcze pudełka ze skarbami Mike’a, dekoracjami świątecznymi itp. itd. Of course there is also two-car garage in addition to the total square footage. At the moment it is only one car garage as there are still many unpacked and unorganized boxes with Mike’s treasures as well as Christmas decorations etc. Cała posesja liczy 1133m2 (0,28 akra) i na tyłach znajduje się strumień, który choć nie należy do naszego terenu to ładnie szumi u sąsiadów. W ogrodzie mamy dwie stare wierzby płączące, jabłonkę i dwie duże choje, choć jedna jest już prawie uduszona przez bardzo inwazyjne pnącze, więc pewnie ją wytniemy. Nie wspominam o sosnach, bo są one tutaj wszędzie, a więc i u nas.
Whole property amounts to 0,28ac and have a stream in the back and though it’s on our neighbors’ property it sounds and looks wonderful. There are two, quite old weeping willows, apple tree and two very tall Taxus baccata though one is almost dead due to relentless strangling by poison ivy so it will have to go. I did not mention evergreens such as pine as they are all over here so we have them too.

Dom jest zadbany, choć starawy i czekają nas remonty kuchni i obu łazienek. Dobrą wiadomością dla nas było, że pod dywanami we wszystkich trzech sypialniach znajduje się stara, drewniania podłoga, która, mamy nadzieję, będzie wymagać jedynie przecyklinowania i polakierowania. Pewnie także zmienimy kolor na ścianach w salonie na jaśniejszy.
The house, though quite old, is well maintained, however there is remodeling of kitchen and both bathrooms ahead of us. The good news is that there is old hardwood floor underneath carpets in all three bedrooms so we hope it will require only cleaning and staining. We probably change the color of walls in the living room as well, but that’s future.

Kolejne raporty z nowego domu wkrótce, a tutaj kilka zdjęć gdy ogladaliśmy dom po raz pierwszy z agentem:
Further reports on new house soon and here is a few pictures when we saw it for the first time with the agent 
Nasz nowy dom - Our new house

2009/08/06

Cash for Clunkers, czyli kasa za rzęcha

Najnowsza wpadka w wykonaniu administracji Obamy, czyli administracja w przeciwieństwie do obywateli nie umie liczyć...

Rząd wprowadził program "Kasa za rzęcha" chcąc żywić rynek samochodowy w kraju poprzez dopłaty w wysokości od 3500 do 4500 USD do nowego samochodu pod warunkiem, że odda się stary, używany, zazwyczaj znacznie mniej wydajny na paliwo. Pomysł niby dobry, bo program osiągnąłby: zmniejszenie emisji spalin, polepszenie bezpieczeństwa na drogach i oczywiście ożywienia na rynku samochodowym. Zapomnieli tylko o jednym - ludzie potrafią liczyć!

W piątek ogłosili, że liczba samochodów już zgłoszonych przekroczyła sumę przeznaczoną na ten cel, czyli 1mld USD. W ramach tej sumy sprzedano ponad 222tys. pojazdów z dopłatą 4500 USD za samochód! Dzięki staraniom lobby samochodowego, w tym dealerów samocżony o weekend... a w tej chwili Congres debatuje nad dodaniem kolejnych 2mld USD (nota bene zabranych z budżetu modernizacji energetycznych!)

Media trąbią o wpadce administracji, która nie potrafi przeprowadzić dość prostego programu i jednocześnie pytają: jeśli tego nie potrafią to co będzie ze reformą służby zdrowia?!

2009/07/25

Bottle Bills, czyli skup butelek po amerykańsku

Amerykanie od 40 lat próbują rozwiązać problem skupu butelek Skąd my to znamy? Nie wiem czy kiedykolwiek w Polsce zostanie to rozwiązane, więc może warto popatrzeć na tutejszy.
It’s almost 40 year since Americans started working on bottle recycling system. Poles know the story well! It was never resolved and I do not think that it ever will, but perhaps it is worth watching American attempts.
Zacznijmy od tego, że pierwszym stanem, który wprowadził opłatę kilku centów za butelkę zwracane w skupie 40 lat temu, był Oregon. W tej chwili już 10 (sic!) stanów ma taką ustawę a kolejnych 7 rozważa ich wprowadzenie.
Let start with look at history - 40 years ago Oregon was the first state introducing a few cents added to the price of bottled beverage, which consumers get back when they recycle the bottle. At the moment there are as many as 10 states with so called “bottle bills” and 7 more consider passing them.
W stanach, które wprowadziły takie dopłaty, zwrot butelek sięgnął 80% sprzedawanych, czyli podziałało, ale... nie do końca, bo opakowania różne i właściwie każdy stan wprowadza swoje rozporządzenia co do tego, które z nich są skupowane, czyli misz-masz prawa uderzający przede wszystkim w dużych dystrybutorów mających różne ceny w zależności od stanu. W tej chwili istnieje grupa ekologów, którzy zabiegają o to by wprowadzić jednorodne i ogólnokrajowe rozwiązania prawne umożliwiające jeszcze zwiększenie liczny skupowanych butelek.
The states that introduced the law have seen significant jump in recycling rates reaching as much as 80% so you may it worked… not so fast. The packaging may vary and the recycling regulations in each state vary as well so the big distributors are not happy of course as their products prices vary depending on the state. The group of environmentalist fights to introduce national regulations to increase success rate of bottle bills.
I znów niby dobrze, ale slogan popierający takie ogólnokrajowe rozwiązanie jest już jak zdarta płyta w ustach polityków „to rozwiązanie zmniejszyłoby nasze zapotrzebowanie na import ropy, stowrzyłoby miejsca pracy w sektorze surowców wtórnych a też pozwoli zatrzymać dwótlenek węgla w napojach bez wysyłania go w atmosferę...” Grunt to wskoczyć na właściwy wózek to i daleko się zajedzie....
Again you would think it’s not a bad idea until you hear the line following these national regulations that sounds like an old phrase used by every politician „it would reduce our thirst for imported oil, support jobs in the recycling industry, and keep carbon dioxide in our soft drinks rather than in out atmosphere...” So it looks like jump on the right wagon and you can go very far…
Parade "The Push to Expand Bottle Bills" July 26, 2009.

2009/07/23

Cesar salad - home made!

Good dinner! Cesar salad with great Parmesan and juicy grilled (of courde Mike's wonderful grilling skills) honey-mudstard chicken breast... mniam!

And dessert - Swedish alsmond cake... result of IKEA visit!



2009/07/22

Northwest? What Northwest?! It is SoCal here...

It is second heat wave in July! FYI - heat wave definition is at least 15F above average expected for this time of the year. And they said expected 85F for yesterday so in fact it should be around 70F…. and today morning the weather man showed map with L.A. at 79F. What the heck? I moved out from SoCal… or was is just a dream?